sie 28, 2012

Ideał mierzony w centymetrach

Jakie wymiary powinna mieć kobieta, by we współczesnym świecie czuć się atrakcyjną? Odpowiedź wydaje się prosta – wystarczy zajrzeć na strony agencji modellingowych, by dowiedzieć się, że ideał ma około 86 cm w biodrach, 56 w talii i 82 w biuście. Plus-minus.
Można się upierać, że atrakcyjność nie ma nic wspólnego z wymiarami, ale… która z nas w głębi serca nie widzi własnej urody przez pryzmat centymetrów? Cóż, jeśli takie kobiety w ogóle istnieją, należy im pogratulować odporności na oddziaływanie otaczających nas ze wszech stron obrazów.
Oczywiście, że, gdy odwołamy się do rozsądku, każda z nas powie, iż to przecież niemożliwe, byśmy wszystkie miały identyczne wymiary i że w każdym (albo niemal każdym) wymiarze można być piękną. Co więcej, powszechnie wiadomo, że są kobiety, które, ze względu na taką, a nie inną budowę nigdy się nawet do tego współczesnego ideału nie zbliżą, a mimo to trudno je nazwać nieatrakcyjnymi. Większość z nas słyszała też przecież o tym, w jaki sposób wzorzec piękności zmieniał się przez wieki. Nie jest też dla nikogo tajemnicą, że o atrakcyjności kobiety w dużej mierze decyduje jej osobowość.
Tak, wiemy, że to wszystko prawda, ale która z nas może z ręką na sercu powiedzieć, że słysząc ją, zapomina o magii idealnych wymiarów? Jedna na sto? Na tysiąc? Jeszcze mniej? Nie jest to bowiem wcale takie proste.
Idealny wizerunek kobiety ukazuje się nam gdziekolwiek zwrócimy oczy. Widzimy go tak często, że nawet tego nie rejestrujemy. Idealne figury mają nie tylko modelki występujące w reklamach, ale i dziennikarki telewizyjne oraz aktorki filmowe i serialowe. Cokolwiek powiemy o wewnętrznym pięknie, prawda jest niestety taka, że wszystkie osoby ukazywane jako atrakcyjne muszą się do tego centymetrowego ideału chociażby zbliżać. Nawet aktorki i piosenkarki, które zabłysnęły talentem i stały się sławne mimo „niedoskonałości” figury w pewnym momencie zwykle nie wytrzymują presji. W Anglii przykładem czegoś takiego może być aktorka Kate Winslet, a ostatnio – odchudzająca się piosenkarka Adele, w Polsce podobną przemianę przeszła aktorka Sonia Bohosiewicz. Czy można im się dziwić? Przecież przed ideałem mierzonym w centymetrach nie ma ucieczki? A może myślicie inaczej?

sie 19, 2012

Co będzie modne za rok

Wieść niesie, że moda 2013 będzie się inspirowała latami 50., 60. i 70. Lata 80., do których odnosili się projektanci w ciągu ostatnich dwóch sezonów najprawdopodobniej znów pójdą w zapomnienie. Czego zatem należy się spodziewać?
* Z lat 50.:
- Bardzo kobiecych zwiewnych przepasanych paskiem sukienek o dopasowanej (czasem nawet gorsetowej) górze i szerokim kloszowym dole. Ich talia może być lekko podwyższona, ale najczęściej będzie umieszczona tam, gdzie się naturalnie znajduje. To samo odnosi się do spódnic inspirowanych tym okresem w modzie.
- Krótkich wciętych w talii marynarek i spodni i o wysokim stanie.
- Tzw. bliźniaków czyli cienkich dzianinowych sweterków w wersji jeden wkładany przez głowę, drugi zapinany.
* Z lat 60.:
- Dopasowanych w talii żakietów i płaszczy z dwurzędowym zapięciem.
Luźnych krótkich i półdługich okryć o kroju peleryny.
Eksplozji wzorów na tkaninach: groszków, kropeczek, drobnych krateczek i kwiatków, ale także wzorów geometrycznych i nadruków w stylu pop artu.
Stylu szkolnego przemieszanego z marynarskim: czyli plisowanych spódnic, wąskich spodni o długości 7/8 i koszulowych bluzek o szerokich wykładanych kołnierzach.
* Z lat 70.:
- Spodni o szerokich nogawkach – zarówno tych równych na całej długości jak i tych rozszerzających się od kolana.
- Długich bluzek-tunik o luźnym i fantazyjnym (często także asymetrycznym) kroju.
- Odniesień do stylu hippie – czyli etnicznych dodatków oraz strojów inspirowanych egzotyką i ekologią.
* Z kolorów:
Na zimę przewidywany jest wielki powrót czystej, nasyconej czerwieni i rozmaitych odcieni bordo, ale już wiosną i latem 2013 znów zatriumfują kolory takie jak pomarańcz, róż, żółć czy morska zieleń. Nie będą to jednak barwy o tych samych czystych odcieniach co tegoroczne kolorystyczne hity. Pojawią się raczej trudne do nazwania mieszanki – pomarańcz będzie się mieszał z różem, żółć wpadała w brąz albo w zieleń, a błękit mienił odcieniami fioletu.

sie 12, 2012

Kwestia przyzwyczajenia

Na pokazach tegorocznych jesiennych kolekcji można było zaobserwować pewną w miarę nową tendencję dotyczącą łączenia kolorów. Kilka ostatnich sezonów przyzwyczaiło nas do zestawów skontrastowanych takich jak fiolet z nasyconą żółcią czy ostry róż z chabrowa zielenią, ale teraz najwyraźniej przyszedł czas na zmiany, bo dyktatorzy mody zaczynają lansować połączenia rozmaitych odcieni tego samego koloru. Nie chodzi tu jednak o klasyczne kombinacje jednej barwy o rożnym stopniu nasycenia, tylko znów o zestawienia, które jeszcze niedawno uznano by za wysoce niegustowne. Strażackiej czerwieni towarzyszy więc czerwień karminowa, malinowa albo arbuzowa, butelkowej zieleni – seledynowy przyprawiony odcieniem morza i trawiasty, chabrowemu błękitowi – nasycony turkus, biel śnieżna miesza się z ecru, a czerń nasycona (o czym kilka tygodni temu pisaliśmy) z wyblakłą.
Te wszystkie zestawienia kolorystyczne sprawiają wrażenie, jakby zaprzeczały nie tylko klasycznym, ale i wszelkim regułom elegancji, ale to tylko pozory.
Bo przecież tak naprawdę te „niegustowne” połączenia są dużo bliższe naturze niż mogłoby się wydawać. Żeby to zrozumieć, wystarczy wyobrazić sobie, że patrzymy na drzewa skąpane w letnim słońcu, zachmurzone niebo nad wzburzonym oceanem, albo ośnieżone szczyty gór. W tych obrazach barwy „pasujące” i „niepasujące” mieszają się przecież ze sobą, wzajemnie przenikają i współgrają i nikomu nie przyjdzie nawet do głowy uznać, że coś tu do czegoś nie przystaje!
W najnowszych kolekcjach widać bardzo wyraźnie wpływ takiego „malarskiego” sposobu myślenia o kolorach. Te odwzorowujące naturę połączenia nie są więc niczym, czego należałoby się obawiać. Wręcz przeciwnie.
I pamiętajmy, że ogólnie akceptowane zestawienia „pasujących do siebie” kolorów to w dużej mierze sprawa naszych przyzwyczajeń i kulturowych uwarunkowań. A poza tym ostatnie lata dowiodły, że w modzie nie ma takich reguł, których nie dałoby się złamać.

lip 31, 2012

Kolorowa psychoterapia

Znajoma stylistka zwróciła ostatnio moją uwagę na pewną ciekawą zależność. Z jej obserwacji wynika, że kolory, które lubimy i które chcemy nosić – to najczęściej barwy, których zadaniem jest nie tylko sprawić byśmy wyglądały jak najładniej, ale przede wszystkim coś zasygnalizować. Przy czym ten sygnał przeznaczony jest zarówno dla naszego otoczenia jak i dla nas samych. Na przykład kolor czerwony kobiety wybierają podobno wtedy, gdy chcą bardzo mocno zasygnalizować swoją obecność, a jednocześnie – niezależność. Jest kilka trudnych sytuacji życiowych – które takie pragnienie wywołują. Panie, które przeżyły rozstanie z partnerem albo straciły pracę nie ubierają się jednak na czerwono, wtedy, gdy pogrążone są w rozpaczy, ale dopiero wtedy, gdy najgorsze już minie, a one czują się gotowe „zacząć życie na nowo”. Właśnie w takiej chwili, podświadomie wybierają barwę najbardziej energetyczną z istniejących. Sprytna ta nasza podświadomość!
Podobnie jest chyba z doborem połączeń kolorystycznych – im bardziej (świadomie albo podświadomie) pragniemy przyciągać uwagę innych, im bardziej jesteśmy gotowe na to, by poznawać ludzi, im bardziej otwarte na nowe przyjaźnie – tym bardziej intensywny, kolorowy i skontrastowany jest sygnał który wysyłamy do otoczenia. Oczywiście, wiele zależy od tego, jaki mamy charakter, bo to, co dla jednego będzie szczytem kolorystycznego rozpasania (np. założenie czerwonego sweterka), dla kogoś innego jest chlebem powszednim.
Ta zasada sprawdza się zresztą także w sytuacjach odwrotnych – kiedy chcemy, by inni zostawili nas w spokoju, dali czas na oddech, refleksję, przybieramy barwy ochronne – szukamy ukojenia w brązach beżach, szarościach i czerniach. I znów robimy to podświadomie, większość ludzi ubierając się rano nie myśli przecież o tym, jaki kolor najlepiej oddaje ich nastrój, tylko instynktownie sięga po strój, który najlepiej ten nastrój oddaje.

lip 28, 2012

Jak technika kradnie piękno naturze

Sposobów na to, by odwzorować na tkaninie użytkowej kawałek tego, co w otaczającej go rzeczywiści najpiękniejsze, człowiek poszukiwał od czasów starożytnych. Wzorzyste materiały, zdobione głównie techniką batiku albo drukowane, tworzono między innymi w antycznych Chinach i Egipcie – najstarsze odnalezione, powstały ponad dwa tysiące lat temu.
W średniowiecznej, nowożytnej, a potem współczesnej Europie wzory przenoszono na materiały użytkowe raczej pracowicie je haftując albo tkając (choć były miejsca, gdzie tworzono niezwykłej urody batiki – tak było na przykład w Krakowie w początkach XX wieku), ale zamysł był podobny – skraść nieco z piękna natury i wykorzystać je, tak by stało się częścią nas samych. Niektóre z efektów tych wysiłków – dziś uznajemy za sztukę z najwyższej półki – choć – kiedy powstawały ich twórców uważano po prostu za dobrych rzemieślników.
Gdy materiały zaczęły być produkowane przemysłowo, technika zdobienia się zmieniła – wzory stały się bardziej uporządkowane, powtarzalne – ograniczone ówczesnymi możliwościami technicznymi. To dlatego „łaczką” zwiemy dziś tkaninę, która z prawdziwą łąką niewiele ma wspólnego – na tej ostatniej trawa, chwasty i kwiaty rosną sobie przecież nieregularnie i mają rozmaitą wielkość, na tej tkaninowej każdy kwiatek (albo układ kwiatków) wygląda tak samo jak jego sąsiad.
Dziś techniczne ograniczenia niemal nie istnieją. Dzięki niezwykle zaawansowanym metodom na tkaninę można przenieść każdy obraz. Projektanci mody chętnie z tego korzystają tworząc kreacje z materiałów pokrytych motywami z dzieł wielkich malarzy albo przenosząc na tkaniny fragmenty fotografii. Dzięki nowoczesnej technice wzór sukni czy bluzki może mieć dziś głębię, która jeszcze 20 lat temu była zupełnie nieosiągalna. Ta niespotykana wcześniej optyczna wielowymiarowość tkaniny jest zaś kolejnym z elementów, jakim designerzy mogą się posługiwać tworząc swoje projekty.

Strony:«123456789»

Archiwum Bloga

  • 2013 (1)
  • 2012 (44)
  • 2011 (47)
  • 2010 (8)

AGGI

Chcemy razem z Wami tworzyć markę AGGI. Powiedzcie nam co sądzicie o AGGI, modzie, dobrym guście i stylach.
Co Was nakręca? Co Was wkurza?
Czy klasyka może być nowoczesna i inspirująca? Zdjęcia na blogu przedstawiają modelkę AGGI. Zapraszamy również na stronę firmową AGGI oraz na profil na Facebooku - AGGIzprofilu.
 
Ta strona używa plików cookies w celu zapewnienia lepszego prezentowania treści, wygodniejszej obsługi oraz w celach statystycznych. Jeśli nie Zablokujesz tych plików, oznacza to zgodę na ich zapisywanie i używanie w Twoim urządzeniu. Można samodzielnie zarządzać plikami cookies poprzez ustawienia Twojej przeglądarki internetowej.