lip 31, 2012

Kolorowa psychoterapia

Znajoma stylistka zwróciła ostatnio moją uwagę na pewną ciekawą zależność. Z jej obserwacji wynika, że kolory, które lubimy i które chcemy nosić – to najczęściej barwy, których zadaniem jest nie tylko sprawić byśmy wyglądały jak najładniej, ale przede wszystkim coś zasygnalizować. Przy czym ten sygnał przeznaczony jest zarówno dla naszego otoczenia jak i dla nas samych. Na przykład kolor czerwony kobiety wybierają podobno wtedy, gdy chcą bardzo mocno zasygnalizować swoją obecność, a jednocześnie – niezależność. Jest kilka trudnych sytuacji życiowych – które takie pragnienie wywołują. Panie, które przeżyły rozstanie z partnerem albo straciły pracę nie ubierają się jednak na czerwono, wtedy, gdy pogrążone są w rozpaczy, ale dopiero wtedy, gdy najgorsze już minie, a one czują się gotowe „zacząć życie na nowo”. Właśnie w takiej chwili, podświadomie wybierają barwę najbardziej energetyczną z istniejących. Sprytna ta nasza podświadomość!
Podobnie jest chyba z doborem połączeń kolorystycznych – im bardziej (świadomie albo podświadomie) pragniemy przyciągać uwagę innych, im bardziej jesteśmy gotowe na to, by poznawać ludzi, im bardziej otwarte na nowe przyjaźnie – tym bardziej intensywny, kolorowy i skontrastowany jest sygnał który wysyłamy do otoczenia. Oczywiście, wiele zależy od tego, jaki mamy charakter, bo to, co dla jednego będzie szczytem kolorystycznego rozpasania (np. założenie czerwonego sweterka), dla kogoś innego jest chlebem powszednim.
Ta zasada sprawdza się zresztą także w sytuacjach odwrotnych – kiedy chcemy, by inni zostawili nas w spokoju, dali czas na oddech, refleksję, przybieramy barwy ochronne – szukamy ukojenia w brązach beżach, szarościach i czerniach. I znów robimy to podświadomie, większość ludzi ubierając się rano nie myśli przecież o tym, jaki kolor najlepiej oddaje ich nastrój, tylko instynktownie sięga po strój, który najlepiej ten nastrój oddaje.

lip 28, 2012

Jak technika kradnie piękno naturze

Sposobów na to, by odwzorować na tkaninie użytkowej kawałek tego, co w otaczającej go rzeczywiści najpiękniejsze, człowiek poszukiwał od czasów starożytnych. Wzorzyste materiały, zdobione głównie techniką batiku albo drukowane, tworzono między innymi w antycznych Chinach i Egipcie – najstarsze odnalezione, powstały ponad dwa tysiące lat temu.
W średniowiecznej, nowożytnej, a potem współczesnej Europie wzory przenoszono na materiały użytkowe raczej pracowicie je haftując albo tkając (choć były miejsca, gdzie tworzono niezwykłej urody batiki – tak było na przykład w Krakowie w początkach XX wieku), ale zamysł był podobny – skraść nieco z piękna natury i wykorzystać je, tak by stało się częścią nas samych. Niektóre z efektów tych wysiłków – dziś uznajemy za sztukę z najwyższej półki – choć – kiedy powstawały ich twórców uważano po prostu za dobrych rzemieślników.
Gdy materiały zaczęły być produkowane przemysłowo, technika zdobienia się zmieniła – wzory stały się bardziej uporządkowane, powtarzalne – ograniczone ówczesnymi możliwościami technicznymi. To dlatego „łaczką” zwiemy dziś tkaninę, która z prawdziwą łąką niewiele ma wspólnego – na tej ostatniej trawa, chwasty i kwiaty rosną sobie przecież nieregularnie i mają rozmaitą wielkość, na tej tkaninowej każdy kwiatek (albo układ kwiatków) wygląda tak samo jak jego sąsiad.
Dziś techniczne ograniczenia niemal nie istnieją. Dzięki niezwykle zaawansowanym metodom na tkaninę można przenieść każdy obraz. Projektanci mody chętnie z tego korzystają tworząc kreacje z materiałów pokrytych motywami z dzieł wielkich malarzy albo przenosząc na tkaniny fragmenty fotografii. Dzięki nowoczesnej technice wzór sukni czy bluzki może mieć dziś głębię, która jeszcze 20 lat temu była zupełnie nieosiągalna. Ta niespotykana wcześniej optyczna wielowymiarowość tkaniny jest zaś kolejnym z elementów, jakim designerzy mogą się posługiwać tworząc swoje projekty.

lip 19, 2012

Czarny do czarnego

Lato wybuchło mocnymi owocowymi barwami i to kolorystyczne szaleństwo będzie oczywiście miało swoją nieco stonowaną jesienno-zimową kontynuację. Ale wygląda na to, że wielu projektantom nasycone kolory lekko się już się znudziły, bo na pokazach zarówno kolekcji między sezonowych (resort) i jesienno- zimowych (fall-winter) kolekcji znów pojawiła się czerń. I to bynajmniej nie jako dodatek czy tło dla jakieś mocnego kolorystycznego akcentu.
Wielu designerów poszło na całość – podczas ich pokazów po wybiegu wędrowały głównie modelki ubrane na czarno od stóp do głów, a jeśli pojawiał się jakiś inny kolor, to chyba przez przypadek.
Ta obsesja na punkcie czerni dotknęła między innymi jesienno-zimowe kolekcje ready-to-wear Chanel
i Marc by Marc Jacobs.
Cóż pocieszające jest, że ten, kto lubi ubierać się kolorowo, nie ma się czym martwić, bo wielu projektantów oparło się temu czarnemu trendowi i uparcie trzyma się żywszych barw (np Celine, Oscar de la Renta), albo przynajmniej doprawia czerń jakimś żywszym kolorem (Moschino). Natomiast z całą pewnością ucieszą się (a może nawet odetchną z ulgą) osoby, które ostatnimi czasy cierpiały, bo uwielbiają nosić się na czarno, a sądziły, że moda na ten kolor przeminęła. Trochę przeminęła (choć nigdy do końca), ale już wróciła. Kobieta w czerni znów jest trendy.
Przy tym wszystkim warto jednak przyjrzeć się temu, w jaki sposób owładnięci czernią designerzy stylizują ten kolor. Na wybiegach zwracają bowiem uwagę kompozycje w których monochromatyczne zestawy złożono z elementów o rozmaitej fakturze. Matowe towarzyszy, połyskliwemu, zgrzebne płótno idzie w parze z jedwabiem, skóra łączy się tiulem, a futro z dzianiną.
Najważniejsze są jednak zestawienia rozmaitych odcieni czerni. Ta głęboka i nasycona towarzyszy wypłowiałej, jakby lekko przyprószonej odrobiną popiołu. Czasem mocna pełna czerń łączy się
z czernią granatową (kruczą), innym razem z czarnym brązem. To coś nowego, bo jeszcze
do niedawna o elegancji czarnego zestawu świadczyła jednolitość nasycenia kolorem. Dziś można się pokusić o stwierdzenie, że najmodniejsza czerń ma wiele odcieni.

 

lip 12, 2012

Ile sukienek można zabrać na wakacje?

Są dwie szkoły. Pierwsza mówi, że jedną, ale za to taką, która przy zmianie dodatków, będzie udawała kilka. Inni, że ile się da. I jedni i drudzy mają rację, bo wszystko zależy od tego, dokąd jedziemy
i w jaki sposób. Jeśli wybieramy się pod namiot w bieszczadzka głuszę, to rzeczywiście jedna sukienka powinna nam wystarczyć, ale jeśli turystyka kempingowa nie jest naszym ulubionym sposobem wypoczynku, bierzmy wszystko, co się zmieści do walizki. Albo do dwóch walizek, jeśli jedziemy własnym samochodem. I bez wyrzutów sumienia.
Oczywiście mężczyźni zwykli w takich sytuacjach narzekać, mówiąc, że nasze rzeczy zajmują
za wiele miejsca, że oni spakowali się przecież do małej torby itp. Po pierwsze, co to znaczy „za wiele miejsca”? Jeśli coś się zmieściło (w walizce albo w samochodzie), to znaczy, że miejsce jest i nie ma
o czym mówić. A jeśli chodzi o pakowanie się w małą torbę czy niewielki plecaczek – to, kto właściwie powiedział, że mniej znaczy lepiej? Może – jeśli wybieramy się na górską wycieczkę, bo jeśli nie
– to „mniej” nie jest wcale cnotą, tylko zwykłym marnowaniem okazji.
Jeśli mężczyzna marudzi, że bierzemy za dużo rzeczy (w tym przynajmniej kilka sukienek) należy mu wyjaśnić, że:
Po pierwsze: Na wakacje jedziemy nie tylko po to, żeby leżeć na plaży, będziemy również bywać
w kawiarniach, czasem w restauracjach, a wieczorem wybierzemy się potańczyć. Na te wszystkie okazje sukienki będą nam potrzebne.
Po drugie: W naszym klimacie, nie mamy zbyt dużo czasu na chodzenie w sukienkach.
A przynajmniej nie w tych, które najbardziej lubimy – zwiewnych, odsłaniających ramiona, albo plecy,
z dużymi dekoltami. Lato trwa u nas krótko, a w dodatku większą jego część spędzamy w pracy, gdzie wydekoltowane zwiewności raczej nie są na miejscu. Czas wakacji jest więc jedynym, kiedy możemy je nosić do woli.
Po trzecie: W sukienkach ładnie wyglądamy i kropka. A naszym mężczyznom chyba powinno na tym zależeć?

Archiwum Bloga

  • 2013 (1)
  • 2012 (44)
  • 2011 (47)
  • 2010 (8)

AGGI

Chcemy razem z Wami tworzyć markę AGGI. Powiedzcie nam co sądzicie o AGGI, modzie, dobrym guście i stylach.
Co Was nakręca? Co Was wkurza?
Czy klasyka może być nowoczesna i inspirująca? Zdjęcia na blogu przedstawiają modelkę AGGI. Zapraszamy również na stronę firmową AGGI oraz na profil na Facebooku - AGGIzprofilu.
 
Ta strona używa plików cookies w celu zapewnienia lepszego prezentowania treści, wygodniejszej obsługi oraz w celach statystycznych. Jeśli nie Zablokujesz tych plików, oznacza to zgodę na ich zapisywanie i używanie w Twoim urządzeniu. Można samodzielnie zarządzać plikami cookies poprzez ustawienia Twojej przeglądarki internetowej.