paź 31, 2012

Zima w kolorze wanilii

Pudrowe beże, odcienie bieli – od jasnośmietankowego po klasyczne kremowe ecru – to, obok czerni, jeden z dominujących trendów kolorystycznych nadchodzącej zimy. Trend bardzo kobiecy i mocno klasyczny, choć ze względu na niewielkie nasycenia barwą często uważany za trudny w codziennej stylizacji – wymaga starannego makijażu – szczególnie zimą, bo podobnie jak czerni (o czym często zapominamy) nie do twarzy mu z bladością. Czasem bywa też oskarżany o „pogrubianie”. Nie do końca słusznie, bo choć prawdziwa jest zasada mówiąca, że to, co ciemne optycznie pomniejsza, a to, co jasne – powiększa, stylizacja ubioru niejednokrotnie z powodzeniem ten efekt tuszuje. Jedynie osoby o nieco okrąglejszych kształtach, które lubią stroje „blisko ciała” muszą w doborze ich barwy zachować ostrożność. W granatowym albo czarnym obcisłym t-shircie z pewnością będą wyglądały na drobniejsze niż wtedy, gdy zdecydują się na podobny top w kolorze ecru.

Odcienie kremowej bieli mają jednak zdecydowanie więcej zalet niż wad. Ich naturalna surowość daje mnóstwo możliwości stylizacyjnych. Można je zestawiać niemal ze wszystkimi kolorami, można zdecydować się na efekt monochromatyczny. W powodzi jaskrawych barw niejednokrotnie rzucają się w oczy dużo bardziej niż kolory o większym nasyceniu. Idąc na wieczorne party w pudrowo-kremowej sukience nie musimy się wcale obawiać, że na tle innych kobiet zupełnie „znikniemy”. Wręcz przeciwnie – gdy wokół króluje czerń, kreacja w kolorze bitej śmietany z odrobiną wanilii jest gwarancją tego, że zostaniemy zauważone.

Waniliowo-pudrowy trend to ukłon w stroną mody lat pięćdziesiątych z jej romantyczno-erotycznym wizerunkiem kobiety. To również tradycyjna kolorystyka bardzo kobiecych sukienek – szmizjerek o sutych dołach, klasycznych szerokich płóciennych spodni  i eleganckich jedwabnych bluzek.

A czy to kolor odpowiedni na zimę? Jasne odcienie beżu i inne pudrowe barwy kojarzone są przecież zwykle z modą na lato… To prawda, ale tej zimy po prostu jest inaczej. I tak moda łamie kolejną, wydawałoby się nienaruszalną, regułę.

 

paź 25, 2012

Odczarowanie dzianiny

Miękko układające się na ciele elastyczne tkaniny nadają sylwetce wyjątkowy powab. I wbrew pozorom, by tak było – nie trzeba mieć wcale figury modelki.
Wiele kobiet niezadowolonych z własnych kształtów starannie unika tego typu materiałów
w przekonaniu, że podkreślają one wszelkie niedoskonałości sylwetki. To może być prawda, ale wcale nie musi, bo zarówno cienka jak i nieco grubsza dzianina, może wręcz ukryć pewne niedostatki figury. Pod kilkoma warunkami.
Po pierwsze: kwestia rozmiaru. Jeśli mamy cokolwiek do zatuszowania unikajmy dzianiny ścisłe opinającej ciało, bo ta, zamiast ukrywać, uwydatnia każdą krągłość czy fałdkę. Myli się jednak ten, kto sadzi, że lepszy „efekt krycia” uzyska spowijając się w dzianinę bardzo obszerną. To bardzo częsty błąd popełniany przez osoby niezadowolone z własnej figury. Błąd spowodowany w dużej mierze tym, że rzadko kto ogląda swoją sylwetkę w lustrze z właściwej, by ją ocenić, kilkumetrowej odległości.
Gdy oglądamy się z bliska, wszystko wydaje się być w porządku – nie widać tego, co chciałybyśmy ukryć, problem w tym, że w takiej zbyt obszernej szacie, wyglądamy na dużo potężniejsze niż
w rzeczywistości. Dotyczy to przede wszystkim pań o szerszych ramionach i dużym biuście. Dobierając rozmiar dzianinowej sukienki trzeba więc być uważną – strój powinien podkreślać linie sylwetki, ale raczej nie może jej opinać, chyba, że figura osoby go noszącej jest naprawdę idealną.
Po drugie: są różne rodzaje dzianiny, a osoby o pełniejszych kształtach powinny zdecydowanie unikać tkanin z bardzo dużą domieszką lycry – stworzonych wyłącznie po to, by – bez względu na rozmiar
- ściśle przylegać do ciała.
Po trzecie jeśli mamy zastrzeżenia co do własnej figury wybierajmy jedynie dzianiny odpowiednio skrojone. Cięte ze skosu, ozdobione powiewnymi połami, rozszerzanymi rękawami albo szalowymi klapami czy kołnierzami. Tego typu rozwiązania dodają sylwetce lekkości i odciągają uwagę od jej niedoskonałości, ale nie dodają objętości.

paź 16, 2012

Sukienka o właściwościach magicznych

Stylizowane na lata dwudzieste, sukienki o mocno obniżonej talii pojawiły się w tym sezonie w kolekcjach wielu projektantów. Można je znaleźć wśród kreacji (zarówno tych ready-to wear jak i haute couture) proponowanych m.in. przez firmy Gucci, Alberta Ferretti (tu dodatkowo możemy podziwiać kojarzące się z tamtym okresem w modzie olśniewające koronki), Ralph Lauren, czy Just Cavalli. Nie jest to oczywiście jedyna modna forma, bo czasy, gdy wypadało nosić tylko mini albo tylko maxi minęły bezpowrotnie mniej więcej 25 lata temu. Ten krój kojarzący się z jazzowymi klubami okresu amerykańskiej prohibicji oraz charakterystycznymi krótkimi fryzurami i mocnym makijażem ówczesnych królowych stylu (Greta Garbo, Pola Negri) cieszy się jednak niegasnącym powodzeniem.
Projektanci o nim nie zapominają, bo dla wielu kobiet sukienka o obniżonej talii jest prawdziwym wybawieniem. Przede wszystkim, dlatego że jak żadna inna pomaga ukryć zarówno ten mniejszy jak sporo większy nadmiar centymetrów w talii oraz, gdy jest taka potrzeba, skutecznie tuszuje lekko wystający brzuszek. Taki krój jest także świetnym wyjściem dla pań szczupłych i bardzo szczupłych, ale narzekających na zbyt słabo zarysowaną talię (sylwetka H).
Ale to nie wszystko, bo obniżona talia sukienki o szerokim dole pomaga ukryć zbyt szerokie biodra albo uda oraz optycznie wyszczuplić ramiona oraz górną część sylwetki – góra sukienki musi być jednak w tym przypadku dość wąska. Szeroki i niezbyt długi (odkrywający kolana) dół jest zaś wręcz stworzony, by można było pokazać nogi i to zarówno w balerinkach czy butach na wysokim obcasie jak i w ciężkich botkach na obcasie zupełnie niskim.
Czy to znaczy, że kto nie jest z wyglądu swoich nóg zadowolony powinien z tego kroju zrezygnować? Ależ nie. Taką sukienkę można też przecież z powodzeniem nosić jako tunikę do eleganckich wąskich (np. atłasowych) spodni (także do tych o długości 7/8), a nawet do dżinsów (na mniej oficjalne okazje).
Wygląda więc na to, że jest to sukienka dla każdego. Prawdziwa magia!

paź 10, 2012

Anna Karenina i jej futro

Naturalne futro raczej nie ma dobrej prasy – jego zwolennicy i przeciwnicy od wielu lat prowadzą nieustającą wojnę. Wygrywają przeciwnicy i obrońcy praw zwierząt – w wielu krajach (m.in. w Wielkiej Brytanii) zakazano albo przynajmniej ograniczono i objęto ścisłymi regułami możliwość hodowli zwierząt futerkowych i nie ma się co łudzić – do takich regulacji prawnych dojdzie pewnego dnia
także i w Polsce.
I choć naturalne futra raczej nigdy nie znikną ze sklepów, to z pewnością będzie ich na rynku coraz mniej, przez co staną się jeszcze droższe niż dziś. Na szczęście jednak sztuczne futra są coraz doskonalsze i nierzadko trudno je odróżnić od tych prawdziwych. Są w każdym razie niemal tak samo miękkie i jedwabiste w dotyku, a ich producenci dokładają też starań by były coraz cieplejsze
– bo to, że mniej od naturalnych grzeją jest jednym z głównych zarzutów wysuwanych
przez zwolenników prawdziwych futer.

Tej zimy futrzane akcesoria i dodatki są bardzo modne – to część od kilku lat niepokonanego trendu inspirowanego stylem dość swobodnie określanym jako „carsko-rosyjski”. Bogatego w połyskujące złotem motywy, mocno nasyconego kolorem i zdobionego właśnie futrem (w wersji dostępnej
dla każdego – właśnie sztucznym). Tej zimy jego popularność najprawdopodobniej jeszcze wzrośnie, bo kilka tygodni temu miała przecie miejsce premiera „Anny Kareniny” z Keirą Knihtley w roli głównej
(w Polsce musimy na film poczekać do 23 listopada) i wszystko wskazuje na to, że najnowsza adaptacja słynnej powieści Lwa Tołstoja bardzo się publiczności spodobała.
O tym, że „Anna Karenina” pojawi się w tym roku na ekranach projektanci wiedzieli od dawna,
dlatego rozmaite „carsko-rosyjskie” motywy, a wśród nich futrzane albo chociaż zdobione futrem kołnierze, czapki, mankiety, buty, torebki, mufki czy kamizele o zróżnicowanej kolorystyce, są obecne niemal w każdej kolekcji. Warto się tym trendem zainteresować, bo jest niezwykle dekoracyjny.
A przy tym miły w dotyku i cieplutki.
Futrzane dodatki nosić można niemal „do wszystkiego”, pasują do strojów sportowych, ale także
do ubiorów eleganckich, a nawet wizytowych (choć oczywiście nie każde futrzane botki czy torba będą odpowiednim dodatkiem do jedwabnej sukni). Nowością jest trend łączący dwa (a czasem więcej) rodzajów futer w jednej stylizacji.

Archiwum Bloga

  • 2013 (1)
  • 2012 (44)
  • 2011 (47)
  • 2010 (8)

AGGI

Chcemy razem z Wami tworzyć markę AGGI. Powiedzcie nam co sądzicie o AGGI, modzie, dobrym guście i stylach.
Co Was nakręca? Co Was wkurza?
Czy klasyka może być nowoczesna i inspirująca? Zdjęcia na blogu przedstawiają modelkę AGGI. Zapraszamy również na stronę firmową AGGI oraz na profil na Facebooku - AGGIzprofilu.
 
Ta strona używa plików cookies w celu zapewnienia lepszego prezentowania treści, wygodniejszej obsługi oraz w celach statystycznych. Jeśli nie Zablokujesz tych plików, oznacza to zgodę na ich zapisywanie i używanie w Twoim urządzeniu. Można samodzielnie zarządzać plikami cookies poprzez ustawienia Twojej przeglądarki internetowej.