lis 30, 2012

Niedyskretny urok przesady

Jeden z bardzo modnych w tym sezonie trendów bywa nazywany nowym barokiem. Wizerunkowo jest on realizacją opozycyjnej wobec klasyki i mnimializmu idei głoszącej, że więcej znaczy lepiej. Cóż w tym przypadku – naprawdę znaczy, bo przesada to drugie imię tego stylu, a nadmiar jest jego istotą. Nie każdy ten trend polubi, ale trudno mu odmówić szczególnego uroku. A projektantom, którzy poszli tym „barokowym” tropem – rozmachu.


W tym roku takie pełne przepychu kreacje znalazły się bowiem w niemal każdej zimowej kolekcji . Ma to pewnie jakiś związek z niedawną premierą i natychmiastowym sukcesem filmu „Anna Karenina”, w którym grająca tytułową rolę Keira Knightley z gracją prezentuje oddające ducha filmu (i złotej epoki carskiej Rosji) kreacje. Warto przy tym wspomnieć, że Jacqueline Durran odpowiadająca za kostiumy w filmie Joe’go Wrighta ubrała jego bohaterkę nie tyle w kopie strojów z drugiej połowy XIX wieku, co w kreacje houte couture stworzone prze firmę Dior w latach 50. I przybrała je biżuterią wypożyczoną z domu mody Chanel.
O barokowym przepychu stanowią bogactwo ornamentów i wzorów (tkaniny żakardowe, koronkowe , haftowane, tafty i atłasy naszywane aplikacjami albo połyskującymi kamieniami) i podkreślające kobiecą figurę kroje (baskinki, mocno wcięte w talii żakiety). Ulubione kolory tego trendu, to złoto, czerń i głębokie odcienie czerwieni ( bordo, karmin, ciemna czerwień zmieszana z fioletem). Biżuteria towarzysząca uszytym w duchu nowego baroku kreacjom również nie ma nic wspólnego z tzw. dyskretną elegancją. Ani z prostotą. Połyskuje więc złotem, zaskakuje ornamentyką i nadmiarem.
Trzeba przyznać, że w takim stroju można poczuć się prawdziwą wybierającą się na bal księżniczką. I jeśli akurat wybieramy się na bal, to tworząc własną stylizację, rzeczywiście możemy się tym pełnym przepychu trendem inspirować. A co, jeśli bywanie na balach (nawet tych sylwestrowych) nie jest naszym ulubionym sposobem spędzania czasu? Również nic straconego . Współczesna moda nie znosi ograniczeń. To co kiedyś zakładało się „tylko na wieczór”, dziś bez obawy o to, że posądzą nas o brak gustu, możemy nosić w świetle dnia. Oczywiście bez przesady. Nawet z przesadą nie należy przesadzać.

lis 27, 2012

Rock nie szok

Rockowa dziewczyna. Dużo bardzo modnej czerni, skóra (sztuczna albo prawdziwa), mocno widoczna biżuteria (grube łańcuchy, skórzane rzemienie, metalowe ozdoby), trochę ćwieków, gdzieniegdzie cekiny. Taka stylizacja mimo nagromadzenia silnych akcentów (a może właśnie dzięki nim) może być niezwykle kobieca. Nierzadko na tle o mocnym wyrazie to, co miękkie, ulotne i subtelne staje się widoczne dużo bardziej, niż w innych, z pozoru bardziej sprzyjających, okolicznościach. Jest jednak pewien warunek : Bardzo staranny make up. Wbrew temu co mogłoby się wydawać – zdecydowanie niezbyt wyzywający, bo przy takiej stylizacji zbyt duża ilość szminki czy różu, może sprawiać wrażenie wulgarności. Nadmiar dobry jest na scenie, ale niezbyt pociągający z bliska. Niedopuszczalne są też jakiekolwiek niedoskonałości – tak makijażu jak i fryzury.

 


Jeszcze trzydzieści lat temu współczesne rockowe stylizacje zostałyby uznane nie tylko za zbyt odważne, ale wręcz za niesmaczne. Zdecydowanie nieodpowiednie na okazje, podczas których dziś nikogo nie rażą. Ale kiedyś byłaby to prawdziwa obraza dla wysmakowanej elegancji. Na rockowo nosiła się subkultura, a tej daleko było na salony.
Większość elementów stylu rockowej dziewczyny przeniknęła do wielkiej mody właśnie w latach 80. prosto z ulicy. A raczej z zadymionych w tamtych czasach klubów i koncertowych sal. Rockowa moda nie weszła jednak na salony tylnymi drzwiami. Wtargnęła tam frontowym wejściem i na zawsze zmieniła nasze podejście do ubierania się. Dziś niewiele jest już w modzie rzeczy, które mogą nas zaszokować.


Nie zdajemy sobie przy tym sprawy, jak bardzo niektórych oburzały pierwsze bardzo na owe czasy odważne stylizacje Madonny – głównej trendsetterki tamtego okresu. Te wszystkie nabijane ćwiekami skórzane kurtki, łańcuchy, prześwitujące bluzki, obcisłe legginsy, wyzywająca biżuteria. Owszem – znano to wcześniej, ale to były rekwizyty z drugiego subkulturowgo obiegu. Gdy piosenkarka rozpoczynała karierę jej ubiory uważano więc nie tylko za nazbyt prowokujące, ale i szalenie niegustowne. Cóż, dziś, gdy przyglądamy się temu, co na siebie zakładała, możemy tylko wzruszyć ramionami … Prowokacja? Jaka prowokacja???

lis 18, 2012

Sekret idealnego kontrastu

Ubierając się, zazwyczaj łączymy dwa z pozoru pozostające ze sobą w sprzeczności dążenia. Z jednej strony chcemy być modne, a więc robimy wszystko, by wyglądać podobnie do innych, z drugiej
- dążymy do tego, by się wyróżniać i być do innych niepodobne. Gdyby nie to nieustające rozdarcie, moda nie miałaby szansy zaistnieć, to właśnie ono jest jej kołem zamachowym. To nic innego jak nasza chęć bycia taką samą i inną jednocześnie sprawia, że wciąż poszukujemy czegoś nowego: tego, co nas uczyni niepowtarzalnymi i tego, co potwierdzi naszą przynależność do grupy (w tym przypadku do grupy modnie ubranych).
Proporcje, w jakich te sprzeczne ze sobą pragnienia realizujemy, zależą oczywiście od dwóch czynników: po pierwsze od naszych charakterów, po drugie od życiowych okoliczności, jakie nam towarzyszą. Są przecież osoby, które lubią się rzucać w oczy bardziej, są i takie, które, co prawda nie chcą niknąć w tłumie, ale nie przepadają też za pierwszym planem. Ta sama kobieta może być w życiu prywatnym i zawodowym dwiema różnymi (z wyglądu) osobami.
Sposób, w jaki nadąża się za modą dla nikogo nie stanowi tajemnicy – wystarczy śledzić trendy, oglądać pokazy najnowszych kolekcji i wybierać z nich to, co najbardziej nam się podoba. Zdecydowanie ciekawsze jest to, co sprawia, że stajemy się niepowtarzalne. Zostawmy na boku sytuacje, w których strój jest po prostu efektem realizacji przepisów narzuconych nam przez pracodawcę, bo nie ma tu wielkiego pola manewru (choć zdarzają się kobiety, które potrafią taki stylistyczny manewr wykonać, ale to już wyższa szkoła jazdy) i przyjrzyjmy się temu, co nas odróżnia od innych podobnie ubranych pań.
Sekretem udanych stylizacji niemal zawsze jest wykorzystanie efektu kontrastu. To może być niepowtarzalne zestawienie kolorystyczne, połączenie tkanin z pozoru do siebie niepasujących, elementów ubioru przeznaczonych na rozmaite pory dnia i okazje, albo dodanie do nich czegoś pochodzącego z czasu, gdy trendy dyktowały zupełnie coś innego niż dziś. Oczywiście nie każdy kontrastowy element automatycznie czyni naszą kreację stylizacyjnym ideałem. Czasem chwieją się proporcje pomiędzy tym, co nas do innych upodabnia i tym, co nas od nich odróżnia – kontrast jest zbyt duży albo zbyt mały. Żeby osiągnąć ideał musimy się więc niejednokrotnie mocno napracować.
To właśnie dlatego, gdy zależy nam na dobrym wyglądzie, zdarza się, że kilkakrotnie (a czasem kilkunastokrotnie) się przebieramy i zmieniamy dodatki.

lis 12, 2012

Niegdyś awangarda, dziś klasyka

Wizerunek eleganckiej kobiety stworzony niemal 100 lat temu przez Coco Chanel, francuską designerkę, dziś jest uważany za klasykę. Warto jednak zdać sobie sprawę, że to, co dziś uznajemy za klasyczne – w latach 20. XX wieku było prawdziwym skokiem w przyszłość. Sposób ubierania się kobiet zmienił się wtedy w sposób tak radykalny, że dziś, gdy wielu uznaje elegancję w stylu Chanel za konserwatywną, trudno jest sobie wyobrazić, jak wielkiej rewolucji w modzie dokonała Coco i jak znaczący wpływ wywarła na to, w co się dziś ubieramy.


Chanel była pierwszą projektantką, która zrozumiała, że kobiecie przyszłości sznurowany gorset ciasno opinający ciało i utrudniający ruchy, nie tylko nie będzie potrzebny, ale stanie się wręcz dla niej przeszkodą w normalnym życiu. To ona nauczyła kobiety chodzić w spodniach, to ona stworzyła proste niemal pozbawione ozdób kroje sukienek. To ona odarła damskie stroje z nadmiaru marszczeń, plis i niewygodnych dodatków. Dążyła do prostoty tak bardzo, że w jej czasach uważano nawet, że moda, którą proponuje, mogłaby być skierowana do mężczyzn.
Czy tworzone przez nią projekty naprawdę były takie „męskie”? Z dzisiejszej perspektywy z pewnością nie. Proste kroje, które lansowała, w latach 20 XX wieku uważano za zbyt luźne i „bezkształtne”, ale dziś, gdy przyglądamy się jej modelom, widzimy doskonale, że projektantka znakomicie wiedziała, w jaki sposób kobiecą figurę podkreślać. I to bez względu na to, czy projektowała klasyczną małą czarną, czy obszerny żakiet. Ta szczególna umiejętność jest też widoczna w jej projektach z lat 50. I 60 – właśnie tych, które są dziś uważane za najbardziej dla stylu Chanel charakterystyczne.


Ulubionymi kolorami Chanel były czerń i biel i właśnie ich połączenie było dla tworzonych przez nią stylizacji najbardziej charakterystyczne. Złożoną z tych barw drobną krateczkę zwaną „kurzą stopką” uznaje się za jej ulubiony wzór. Za „chanelowski” uważany jest też utkany z pętelkowej przędzy materiał bouclé z którego projektantka chętnie szyła swoje kostiumy.

Archiwum Bloga

  • 2013 (1)
  • 2012 (44)
  • 2011 (47)
  • 2010 (8)

AGGI

Chcemy razem z Wami tworzyć markę AGGI. Powiedzcie nam co sądzicie o AGGI, modzie, dobrym guście i stylach.
Co Was nakręca? Co Was wkurza?
Czy klasyka może być nowoczesna i inspirująca? Zdjęcia na blogu przedstawiają modelkę AGGI. Zapraszamy również na stronę firmową AGGI oraz na profil na Facebooku - AGGIzprofilu.
 
Ta strona używa plików cookies w celu zapewnienia lepszego prezentowania treści, wygodniejszej obsługi oraz w celach statystycznych. Jeśli nie Zablokujesz tych plików, oznacza to zgodę na ich zapisywanie i używanie w Twoim urządzeniu. Można samodzielnie zarządzać plikami cookies poprzez ustawienia Twojej przeglądarki internetowej.