cze 20, 2012

Mały wielki bucik z długą historią

Jedni mówią na nie balerinki, inni nazywają baletkami, w polskim języku fashion pojawiła się też ostatnio dość dziwaczna nazwa „meliski”, która opanowała modowe blogi (a wzięła się ona od pewnych wcale nie jedynie płaskich butów z plastiku zaprojektowanych przez Vivienne Westwood dla firmy Melissa, ale to już inna historia).
Warto może wspomnieć także o tym, że dwudziestolatki z lat 60 zwały je rokendrolkami i – jak pisze Anna Pelka w książce „Teksas-land moda młodzieżowa w PRL” wydanej kilka lat temu, były one zrobione z płótna w kolorach czerwonym, czarnym i turkusowym. Wyprodukowała je Spółdzielnia „Narew” z Pułtuska, a model był dziełem projektantów radomskiego „Radoskóru”. Można było takie buty oczywiście dostać również w drugim obiegu – atłasowe lub zamszowe, zrobione przez „prywaciarza” i sprzedawane na bazarze – na przykład Różyckiego w Warszawie.
Najciekawsza była chyba jednak nazwa produkowanych domowym sposobem polskich balerinek z lat pięćdziesiątych. Mówiło się na nie „trumniaki” :) , choć robiono je wcale nie z butów przeznaczonych do trumny, a ze zwykłych białych tenisówek – wycinając część z dziurkami na sznurówki, obszywając wystrzępiony brzeg tasiemką oraz farbując całość na czarno tuszem kreślarskim.
Balerinki mają długą historię, bo choć mówi się, że kobieta najlepiej wygląda na obcasach, to już szesnastowieczne modne panie musiały cenić także wygodę, ponieważ to wtedy nastała moda na przodkinie dzisiejszych „melisek”. Trzeba jednak przyznać, że moda ta była dość krótka i wyjątkowo nietrwała, a jej renesans nastąpił dopiero po kilkuset latach – w XIX wieku.

Złoty okres przeżyły za to balerinki w latach 50. i 60. ubiegłego wieku. Nosiły je wszystkie wielkie gwiazdy: od Brigitte Bardot po Jacqueline Kennedy. Od tej pory do dziś – są modne niemal nieprzerwanie. Czasem wypadają z łask projektantów na kilka sezonów, ale zawsze wracają.
Pewnie dlatego, że są nie tylko urokliwe, ale i niezwykle praktyczne oraz wygodne. Sprawdzają się noszone do dżinsów, bojówek, biurowych kostiumów oraz koktajlowych sukienek, a na dodatek w każdej z tych sytuacji czują się tak samo dobrze. I dobrze wyglądają. To nie są buty do zadań specjalnych, to są buty do wszelkich zadań. Polecamy :)

cze 17, 2012

Sukienka na rowerze

20 lat temu mało kto miał w Polsce dobry rower. Kto lubił pedałować miał do wyboru składaki Wigry albo turystyczne Waganty (w damskiej wersji Komety). No i była jeszcze przyciężka radziecka Ukraina. Wybór niewielki, a w dodatku jakikolwiek o rower (jak i o wszystko inne) i tak nie było wtedy łatwo.
Nic więc w tym dziwnego, że gdy nastał wolny rynek, kto mógł, kupował nowoczesny jednoślad. Zakochaliśmy się w „góralach” i rowerach crossowych pewnie dlatego, że miały (i nadal mają) po kilkanaście przerzutek (większość ludzi nawet nie wie, jak z nich korzystać) i były zupełnie niepodobne do peerelowskich składaków. Tłumaczenia tych, co się na kolarstwie znali, że nie bez powodu na całym świecie po miastach jeździ się na rowerach miejskich – nikogo nie przekonywały. Modny rower to był rower górski i już. A z modą się przecież nie dyskutuje.
To zapatrzenie miało jednak swoje konsekwencje. Na sportowych rowerach, a takimi są rowery górskie, jeździ się w sportowym ubraniu. I dla wygody i dla bezpieczeństwa. Wysoka rama sprawia, że jazda sukience to zadanie dla desperatek. A kształt pedałów wymaga sportowego obuwia. I tak dalej.
Co innego rower miejski (zwany też „holenderką”), który w końcu wyparł „górale”. Można na nim jeździć w wyprostowanej pozycji, Rama jest na tyle nisko, żeby nie podwijała się spódnica.
Dlatego właśnie można na takim rowerze pojechać do pracy, można się wybrać do kawiarni, po zakupy, na relaksującą przejażdżkę po ulicach, po których nie jeżdżą samochody (na przykład na Starym Mieście w Krakowie, Warszawie, Gdańsku czy Toruniu). Miejski rower to wolność wyboru. Można nim wjechać niemal wszędzie i we wszystkim. Nawet w butach na obcasach.
I trzeba przyznać, że kobieta w sukience jadąca na rowerze to jeden z ładniejszych widoków, jakie oglądamy ostatnio na ulicach polskich miast. Wiatr rozwiewa włosy, sukienka łopoce – miło popatrzeć.
Zachęcamy do takich wycieczek. A na dowód, że wszystko, co piszemy o estetyce jazdy na rowerze w sukience, to prawda, mamy mały fotoreportaż.

maj 31, 2012

Jak 100 lat temu w Paryżu

Pisząc o modzie, opisując kroje i fasony, porównujemy je zwykle z tym, co się nosiło kilka, kilkanaście, a najwyżej kilkadziesiąt lat temu. A może warto spojrzeć jeszcze dalej za siebie i przypomnieć, co było modne lat temu sto? Może uda się odnaleźć jakieś podobieństwa pomiędzy tym co nosiły paryskie elegantki przed I Wojną Światową, a tym, co my nosimy dziś?
Na początek niespodzianka! Rok 1912 był rokiem żywych kolorów, zupełnie tak jak rok 2012! Nasycone róże, szmaragdowe zielenie i chabrowe niebieskości były jak najbardziej trendy, jednak łączono je inaczej niż dziś, bo w modzie były zestawienia tych samych barw o różnym nasyceniu. Jeśli kontrast, to tylko z czernią. Warto jednak zaznaczyć, że te barwne stroje były polecane jedynie młodym osobom. Tym starszym (od zbliżających się do trzydziestki wzwyż) wypadało nosić głównie beże, brązy i szarości. Pierwszy wniosek: trzeba przyznać, że przed stu laty moda była dla większości z nas dość okrutna!
Jeśli chodzi o kroje sukien (to był wówczas podstawowy kobiecy strój) to 1912 był rokiem przełomowym. Wciąż – tak jak przez kilka wcześniejszych lat – w modzie były kroje o podwyższonym stanie (w stylu empire czyli tym, który dla żyjących ówcześnie był stylem sprzed stu lat), ale coraz częściej noszono kreacje o talii naturalnej (czyli znajdującej się tam, gdzie zwykle znajduje się kobieca talia). I tu również widać pewne podobieństwo, bo w 2012 roku mamy do czynienia z podobną sytuacją. Modny przez kilka lat krój A jest dziś w wyraźnej defensywie. Talia, tak jak 100 lat temu powraca na swoje miejsce.
Kolejnym podobieństwem była moda na noszone do sukien czegoś, co przypomina dzisiejsze kardigany i długie żakiety. Bywało, że taki „kardigan” uszyty był z tego samego materiału, co suknia, innym razem miał kontrastową barwę. Popularne były także tuniki, ale wkładano je nie do spodni jak dziś, tylko do sukien. Modne były również powracające w tym roku asymetryczne drapowania.
Takich podobieństw między modą dzisiejszą, a ta sprzed stu lat jest całkiem sporo. Kto jest ciekawy i chciałby znaleźć ich jeszcze więcej może obejrzeć stare ryciny na stronie: http://www.marquise.de/en/1900/pics/1910/index.shtml

maj 29, 2012

Ramiona na pokuszenie

Podobno nagie ramiona kobiet przyciągają uwagę mężczyzn dużo bardziej niż wysoko odsłonięte nogi czy głęboki dekolt. A przynajmniej uwagę tych mężczyzn, który są kobietą zainteresowani „na poważnie”.
Dzieje się tak z pewnością dlatego, że wbrew temu, co powszechnie się sądzi, mężczyźni, poznając kobietę, zwracają uwagę przede wszystkim na jej twarz (potwierdzają to rozliczne i to całkiem poważne badania) i to na niej koncentrują uwagę. A od twarzy do ramion nie jest przecież daleko.
Autorzy rozmaitych poradników uwodzenia, którzy głoszą to, co powyżej, powołują się zwykle na badania przeprowadzone na którymś z amerykańskich uniwersytetów, jak wiadomo amerykańscy naukowcy uwielbiają badać wszelkie aspekty ludzkich zachowań. I mimo że nie można ślepo wierzyć poradnikom, to akurat w przekonaniu o kuszącym oddziaływaniu nagich ramion coś chyba jest.
Dlaczego mimo tej „naukowo potwierdzonej” uwodzicielskiej mocy, dość rzadko nosimy suknie i i bluzki o takim kroju? Większość kobiet narzeka, że w takim stroju czuje się trochę „nago”. Cóż – rzeczywiście nie jest to ubiór wart polecenia na co dzień, ale lato obfituje przecież w rozmaite okazje, podczas, których możemy nagimi ramionami kusić.
Osobna sprawą jest to, co pod taką sukienkę włożyć. Autorka tego bloga jest pod tym względem konserwatywna i sądzi, że jedyne rozwiązanie to biustonosz bez ramiączek. Te kolorowe i ozdobne, które nie rażą, wyglądając spod bokserki, przy sukni bez ramion tracą swój powab. Natomiast te przezroczyste, silikonowe wyglądają tandetnie i najbardziej wyrafinowaną sukienkę mogą przemienić w coś, co będzie się kojarzyło z odzieżą kupioną na bazarze. Dobrze dobrany biustonosz bez ramiączek sprawi zaś, że w sukni bez ramion będzie nam i ładnie i wygodnie. To ostatnie – jest wbrew pozorom bardzo ważne, bo jeśli już decydujemy się na uwodzicielski strój to nie powinnyśmy się przecież garbić.
I na koniec coś pocieszającego dla pań, które nie są zadowolone z wyglądu swoich ramion oraz sądzą, że o uwodzicielskich sukniach tego typu powinny zapomnieć: Krótkie, prześwitujące bolerko z niezbyt długim rękawem, zakryje to, czego nie chcemy odsłaniać i nie odbierze przy tym sukience uwodzicielskiej mocy.

maj 23, 2012

Turkusowa moc

Turkus to kolor kamienia szlachetnego o tej samej nazwie, ale i barwa ciepłego morza w słoneczny dzień. To także jeden z kolorów tego lata.
Barwa turkusowa uznawana była niegdyś za magiczną, w niektórych kulturach uważano nawet, że posiadanie czegoś turkusowego jest jak posiadanie ochronnego talizmanu. Kamień miały symbolizować wiarę i prawdę, dawnych marynarzy chronić przed zatonięciem, a rycerzy przed upadkiem z konia. Sądzono też, że ten stosunkowo rzadko występujący minerał ma niezwykłe właściwości lecznicze – potrafi zaktywizować siły obronne organizmu i wspomóc leczenie ciężkich chorób.
Niezależnie od tego, czy w tych dawnych wierzeniach jest odrobina prawdy, czy też nie – same przyznajcie – wystarczy jedno spojrzenie na zdjęcie powyżej i już myślimy o tropikalnym raju. Ten kolor poprawia nastrój nawet, gdy letni dzień jest pochmurny.
Plusem turkusu jest to, że dla kobiecej urody jest on niezwykle łaskawy, jego radosna świetlistość dodaje blasku każdej karnacji.
Klasyczne połączenia w których turkus czuje się najlepiej to oczywiście brąz, odcienie beżu i biel. Tych zestawień kreatorzy mody używają najczęściej, tworząc stroje zainspirowane stylem etnicznym. Do turkusu pasuje też etniczna biżuteria – zarówno ta tworzona ze skórzanych rzemyków, sznureczków i koralików, jak i ta z kutego srebra ozdobiona szlachetnymi i półszlachetnymi kamieniami.
Kojarzymy ją zwykle ze strojami, w których raczej spaceruje się brzegiem morza niż ubraniami miejskimi, noszonymi na przykład do pracy. To niepotrzebnie ograniczenie. Turkusowe akcenty pięknie podkreślają głębię kolorów tak poważnych jak chłodne beże i szarości, nie odbierając im przy tym ani trochę powagi.
Barwa jest jednak tak uniwersalna, że tworzy niezwykłe połączenia także z innymi kolorami – pięknie wygląda uzupełniona odrobiną karminowej czerwieni albo głębokiego różu, może być zestawiana z innymi odcieniami niebieskiego i granatem, a zieleń jeszcze bardziej podkreśla jej morską nutę.

Strony:«123456789...20»

Archiwum Bloga

  • 2013 (1)
  • 2012 (44)
  • 2011 (47)
  • 2010 (8)

AGGI

Chcemy razem z Wami tworzyć markę AGGI. Powiedzcie nam co sądzicie o AGGI, modzie, dobrym guście i stylach.
Co Was nakręca? Co Was wkurza?
Czy klasyka może być nowoczesna i inspirująca? Zdjęcia na blogu przedstawiają modelkę AGGI. Zapraszamy również na stronę firmową AGGI oraz na profil na Facebooku - AGGIzprofilu.
 
Ta strona używa plików cookies w celu zapewnienia lepszego prezentowania treści, wygodniejszej obsługi oraz w celach statystycznych. Jeśli nie Zablokujesz tych plików, oznacza to zgodę na ich zapisywanie i używanie w Twoim urządzeniu. Można samodzielnie zarządzać plikami cookies poprzez ustawienia Twojej przeglądarki internetowej.